Dodge Durango 5,7 HEMI HEV Limited 2009 - Historia naprawy - materiał dokończony

Tu można się pochwalić :) swoją flotą.
Awatar użytkownika
M.
Posty: 4820
Rejestracja: 02 lut 2011 07:10 pm
Lokalizacja: Warszawa
Samochód: Chrysler Aspen 5,7 HEMI HEV Limited 2009 Pb/El/LPG
Postawił flaszek: 29
Dostał flaszek: 50

Dodge Durango 5,7 HEMI HEV Limited 2009 - Historia naprawy - materiał dokończony

Post autor: M. » 03 gru 2018 11:29 pm

Ciut się rozpisałem o samodzielnie robionym Aspenie.
A że po uruchomieniu okazał się być bardzo zacnym autem, uznałem, że może warto sprowadzić jeszcze jedno auto w tym rodzaju.
Aspenów w hybrydzie bywało jak na lekarstwo, ale (jak to zwykle bywa) przez przypadek wpadł mi w oczy brat bliźniak czyli Dodge Durango.
Też hybryda, też HEMI, wyposażenie dokładnie takie samo jak w moim aucie.
Czym się zatem różnią oba auta?
Ano na pierwszy rzut oka kolorem. Elementy nadwozia w pewnym zakresie są różne - jak to z bliźniaczymi choćby Voyagerami i Caravanami.
Logo rzecz jasna jest też inne. W środku inny kolor tapicerki - choć też skóra. Nie ma drewna jest aluminium. Inna jest góra deski rozdzielczej - w Durango nie ma wskazówkowego zegarka na środku. Poza tym pełna analogia.
Zapytasz czemu właśnie ten wybrałem. Ano dlatego, że innego nie było - bp to rodzynki. A do tego analiza opisu i towarzyszącej dokumentacji fotograficznej prowadziła do wniosku, że to będzie niemal kosmetyka. Zresztą sam możesz ocenić jak auto wyglądało w USA:
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Pierwsza analiza przypadku sprowadzała się do wniosku, że do roboty są:
- lewe tylne drzwi - wyniana - łatwo dostępne,
- lewe tylne nadkole - jako element błotnika - wymiana - łatwo dostępne,
- błotnik tylny lewy - wgniecenie - do decyzji blacharza czy wymiana całości czy naprawa bo błotnik cały będzie - decyzja brzmiała "naprawa wgniecenia",
- lampa zespolona lewa tylna - wymiana - łatwo dostępna
- z pewnością uszczelka na krawędzi nadkola pomiędzy nadkolem a poszyciem drzwi lewych tylnych - dostępna bez problemu u dealera,
- przesunięty most z lewej strony - tu może być wszystko albo prawie nic - acz do ogarnięcia. bankowo dwa wahacze lewe tylne do wymiany, prawdopodobna felga (tu może być kłopot).
Z pewnością jeszcze coś wyjdzie - auto było ogłaszane na aukcji jako "nie odpala" - ale wiem z jakiego powodu może tak być w tym egzemplarzu i przy takich uszkodzeniach - do ogarnięcia w ciągu kilku minut - no chyba, że się pomylę we wnioskowaniu to może być jakiś kłopot (acz nie sądzę)
Aspena robiłem sam - nie dlatego, że tak chciałem, a z racji tego, że fachowcy co sie zadeklarowali na TAK w efekcie wymiękli - więc wyjścia nie było.
Durango będzie robiony siłami fachowców, acz pod moje dyktando, pod moim okresowym nadzorem i z moim udziałem jeśli chodzi o szczegóły jak modyfikacja lamp przednich (asymetria, biała pozycja, kierunkowskaz) i tylnych (przeciwmgielne tylne, kolor kierunkowskazów).
Auto wylicytowane samodzielnie na moich kodach, samodzielnie organizowany fracht z Kalifornii przez Kanał Panamski do Bremerhaven, tam samodzielnie organizowana odprawa celna i transport do Polski. Wszystko opłacone, kwity w porządku zatem da się ogarnąć temat i bez pośredników (z którymi poprzednio miałem niejaki problem). Fakt faktem - auto wylicytowane 3 maja było dostarczone do warsztatu w pierwszej połowie sierpnia. Jest przed bramą na lohrze, ja rzecz jasna jestem też na miejscu i trzeba nim zjechać.
Jeszcze tylko weryfikacja stanu i obraz uszkodzeń z lepszej perspektywy
Obrazek
I dla porządku rzut okiem na wahacze
Obrazek
Ale zanim zjazd to mocnymi taśmami wyciągnięty most z lewej strony do tyłu - niech będzie choć trochę prosto.
Teraz można myk do auta - sprawdzimy czy faktycznie nie pali. Kluczyk w stacyjce, próba i miłe zaskoczenie. Pali na dotyk. No to zjeżdżamy samodzielnie. Dało się tak z metr, ale dalej staje dęba. Ki diabeł? Do tyłu już nie chce ciągnąć, a do przodu można. Coś blokuje.
Łeb pod auto i zaskoczenie.
Mam niekonwencjonalnie pękniętą felgę - spiralnie - od strony wewnętrznej. Tymże pęknięciem zahaczyła o biegnącą obok linkę hamulca ręcznego i dokąd linka nie doszła do końca pęknięcia to koło mogło się kręcić. Dalej już nie.
Obrazek
Zakres naprawy rozszerzony o wymianę felgi wraz z oponą oraz wymianę krótkiej linki hamulca ręcznego - hihihi - linkę akurat mam w swoich zapasach.
Zatem wymiana koła na to co mam jako zapas w Aspenie (a jakże - pojechałem odbierać auto z transportu swoim Chryslerem - a koła zapasowe maja takie same).
Koło zmienione (nigdy jeszcze tego nie robiłem w aucie będącym na lawecie) i Duraś swobodnie zjechał na jezdnię i pojechał na stanowisko postojowe czekać na naprawę. Jeszcze tylko oględziny zniszczeń pod spodem i można organizować graty.
A zatem oględziny:
Drzwi tylne lewe - dla formalności
Obrazek Obrazek Obrazek
Nadkole - wyrok znany od dawna:
Obrazek Obrazek
Stopień progowy - zdjęty w USA, zapakowany do auta, spodziewany stan albo brak, albo nowy. Uszkodzenia kwalifikują do naprawy.
Obrazek
Nowy element poza wcześniejszą wiedzą - szyba czołowa - cóż innego jak nie wymiana?
Obrazek
Zawieszenie tylne lewa strona - jest mało ciekawie. Trzeba będzie pomysleć i dokładnie rozeznać sytuację. Oba wahacze są połamane. Dodatkowo mocowanie górnego - oryginalnie spawane do pochwy półosi mało że zdeformowane masakrycznie to jeszcze oderwane.
Obrazek
Za to więcej niż miłe zaskoczenie. Zero korozji. Nawet miski poduszek mocowania nadwozia do ramy są metalicznie błyszczące (jak nie powiem co komu). W całkowicie innej sytuacji w Polsce media podawały cytat "Sorry - taki mamy klimat" - tutaj widać w jakim klimacie auto jeździło - Kalifornia. Każdemu życzę takiej miłej niespodzianki.
Obrazek
Prócz uszkodzonych wahaczy, przy nie odkształconych ich mocowaniach do ramy (nie tak łatwo tego dokonać) widać wiszący kawałek wiązki bez zakończenia czymś. To coś czego brakuje to moduł tylny TPMS czyli czujników ciśnienia powietrza w oponach. Damy radę, choć to nie takie znów hop-siup.
Obrazek
Jak widać przetrwał tylko z lekka odkształcony wspornik mocujący tenże moduł
Obrazek
No i czy ktokolwiek ma wątpliwości jakie przeznaczenie czeka linkę hamulca pomocniczego?
Obrazek
Gdzieś tam kilka zdjęć wcześniej widać było wgnieciony zbiornik paliwa. Do weryfikacji czy szczelny i do sprawdzenia opcja wymiany - w hybrydowych autach jest stalowy i nieco innej konstrukcji niż w autach klasycznych. Ma rzecz jasna inna pompę paliwa i takie tam - więc ze zwykłego wyłącznie spalinowego Durango lub Aspena a także jakiegokolwiek innego auta z gamy Chrysler / Dodge / Jeep nie podejdzie. W ostateczności jak będzie trzeba to zostanie dorobiony wedle wzoru.
Chcesz zdjęcie? Prosze bardzo
Obrazek
Zakres naprawy blacharsko-lakierniczej przesądzony i ustalony.
Specyfikacja potrzebnych części zamiennych przesądzona.
Jeszcze tylko pozdejmować lampy z przodu i tyłu - w tylnych modyfikacja polegająca na dołożeniu światła przeciwmgielnego bez rozcinania lampy i bez ingerencji w fabryczny układ świateł. Oznacza to, że nie wchodzi w rachubę np. "zabranie" jednego światła cofania na potrzeby czerwonej żarówki przeciwmgielnej.
Przednie reflektory wymagają rozklejenia, zamontowania soczewek z żarówkami HID, a przy okazji szkła będą szlifowane na mokro od strony zewnętrznej - tak by usunąć warstwę pożółkłego lakieru pokrywającego powierzchnię oraz wszelkie rysy. Później bez polerowania kolega Jacek pokryje plastiki lakierem bezbarwnym idealnie pływnym, który po utwardzeniu w komorze z przemysłową lampą ultrafioletową utworzy trwała, mocną i twardą warstwę na lata.
Auto zostało w warsztacie. Lampy przyjechały do Warszawy.
Za 2 tygodnie blacharz wraca z urlopu (mamy wszak sierpień), więc na początku września może się brać za robotę przy aucie. Jest chwila czasu zorganizować co trzeba.
Drzwi i błotnik znalezione na Śląsku. Trzeba pojechać i odebrać - a że przestrzennie to i od razu dostarczyć do warsztatu.
Wahacze formalnie mam - ale nie u siebie a u naszego kolegi w rejonie Płocka - po drodze do warsztatu więc jadąc z gratami zabiorę.
Felg takich jak moje nie ma na runku. Dzięki Piotrowi (raz jeszcze dziękuję) znalazłem felgi z oponami (co prawda nie w rodzaju z nakładkami chromowanymi ale jakaż to różnica) w Zielonej Górze. Przy okazji mam też w tym samym miejscu oryginalna lampę tylną). Trzeba tylko pojechać żeby nie brać kota w worku.
Odebrane, dostarczone do warsztatu.
Moduł TPSM w pewnym sensie unikalny - zamówiony z magazynów MOPAR w USA. Jeszcze tylko wymyśleć skąd wziąć wtyczkę - przewody w tym miejscu są nie uszkodzone, a zaciśnięte konektory są jak trzeba. Potrzebny tylko (a właściwie aż) plastik wtyczki - nie oferowany jako część zamienna - udało się znaleźć podobny moduł TPSM wraz z wtyczką. Wtyczkę wykorzystam, moduł będzie bezużyteczny. Cena dobra - można brać.
Jestem przeciwnikiem odbudowy obudowy tylnego mostu i jakichś spawań oderwanego elementu. Obudowa jaką mam jest dedykowana do hybrydy. Czym się różni od innych - nie wiem póki nie zweryfikuję. Kilka godzin dyskusji z kolegami z dealerstwa Chryslera - okazuje się, że jednym z głównych parametrów różnicujących mosty jest ilość śrub mocujących dekiel.
Trochę poczytałem, trochę pogadałem, w trakcie układał się w głowie obraz całości. Są wątpliwości, ale kupuję nieuszkodzony kompletny most - może się uda.
Robota blacharska zrobiona, auto polakierowane.
Tak FYI możesz zobaczyć ile wykorzystał blacharz przy naprawie nadkola lewego tylnego
Obrazek
Jeszcze chwila czekania na dostawę elementów lamp przednich i tylnych.
A jak doszły to i lampy się zmieniły. A że mogły być zamontowane na naprawione blacharsko i lakierniczo auto, to w stanie przed jego czyszczeniem całość prezentowała się tak:
LINK DO FILMU
Albo w wersji rozszerzonej
WERSJA ROZSZERZONA

Auto blacharsko i lakierniczo gotowe - czas na mechanikę - w tym przypadku most tylny. Obudowa na wymianę dostarczona (wraz z mechanizmem różnicowym wewnątrz - do podmiany na środek z uszkodzonego - czy się uda - czas pokaże.
I na tym etapie dopadł mnie pobyt w szpitalu, a że nie tak jak splunąć to i niejaka rekonwalescencja po pobycie.
Auto sobie odpuściłem na pewien czas - robota bez mojego nadzoru. Fakt faktem od grudnia do kwietnia auto miałem, ale o nim nawet nie myślałem.
Zdrowie podreperowane więc wizyta w warsztacie - bo auto gotowe. Drobiazg - ca' 250 km od Warszawy. Zatem jazda techniczna po okolicy - jak coś padnie to jest laweta i można szybko i bezboleśnie wrócić do warsztatu.
Pierwsze wrażenia - cos nie gra. Ale czasem jest OK, czasem gorzej. Możliwe jakieś błędy i to ich skutek - a WiTecha mam u kolegi w Warszawie. Przejechane ok. 100 km i jest w miarę OK. Im więcej przejechane tym lepiej - zatem decyzja: jadę do Warszawy. Przejazd bezproblemowy - jest OK.
A w Stolicy umówiona wizyta u Romka - zjazd do garażu - błędów niewiele i generalnie kosmetyka. Wyjazd z garażu po robocie i tu zonk. Blokuje koła.
Błędu sterownika ABS nie ma więc nie hamulce. jazda w drugą stronę niż miało miejsce blokowanie jest możliwa - acz na krótkim dystansie i znów blokada. Nie hamulce, robiony tylny most - może coś się dostało przy robocie, może coś nie dokręcone - choć z oporami ale koła nie stoją dęba a kręcą się.
Powrót od Romka do domu jakieś 8 km - wykorzystując drogi gruntowe, trawniki i co tam jeszcze - by nie drzeć opon. Czas powrotu to ok 2 godz. i mnóstwo decybeli z piszczących około północy opon o asfalt. Ostatecznie auto zostawione pod bramą zaprzyjaźnionego warsztatu - rano wjadę na podnośnik to sprawdzę. Auto rano na podnośniku najazdowym (wjechało z oporami) jedzie do góry i coś strzeliło - ot takie pstryk. Koła swobodne i się kręcą bez oporów.
No to zjazd z podnośnika, kółko po okolicy i jest OK - ale nic nie zrobiliśmy. Powrót do domu i jest OK - poza świadomością, że coś jest nie OK.
Stawiam, że coś w moście, choć jak w czasie kolizji most poszedł do przodu, pchnął wał a ten dochodzi do reduktora to mógł namieszać też w środku reduktora - pomimo, że od zewnątrz nic nie widać, a przy rozmiarze przesunięcia tak na logikę nie powinno być nic strasznego.
Telefon do warsztatu z pytaniem - jak poszło przełożenie mechanizmu różnicowego między obudowani. W odpowiedzi informacja zamontowano most kompletny jaki dostarczyłem, bez przemontowywania środka.
Jestem w domu. Most przedni i tylny mają inne przełożenia. Nie może chodzić. ja nie mogę jeździć bo tak czy inaczej już odczuł to mocno reduktor. A on i tak wymagał weryfikacji więc niebawem upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Ale zanim cokolwiek trzeba zrobić most.
Duraś stoi, ja jeżdżę Aspenem. Zatem do warsztatu po mój uszkodzony most. Tam było urwane mocowanie wahacza dolnego lewego. Po zdjęciu z auta okazało się, że to nie wszystko:
Obrazek
Widoczne pęknięcie obudowy tylnego mostu w miejscu osadzenia pochwy półosi prawej...
A ponadto most wymaga osiowania, by osie łożysk kosza mechanizmu różnicowego i łożyska piast kół stanowiły jedność. Inaczej można zapomnieć o geometrii, trwałości opon a i auto będzie jeździć jak będzie ono chciało i pewnie wbrew woli kierowcy też.
Jak sprawdzić osiowość mostu? Co więcej. jak ja później uzyskać?
Pomoc naszego GURU - znaczy Łukasza okazała się bezcenna - w zakresie podejścia do zagadnienia. (Łukasz - jesteś wielki - dzięki co najmniej tak samo wielkie). Ponownie pojawia się Krzyś i ponowne dzięki za działanie w metalu i wykonanie odpowiednich pierścieni.
Jeszcze tylko skład stali i pręt ciągniony ze stali jakiejś tam ulepszonej średnicy 40 mm i długości 2.500 mm (tak z zapasem żeby było łatwiej operować jak by co). Czemu ciągniony? a no bo idealnie okrągły na całej długości. Czemu 40 mm? A bo nie będzie się uginał tak jak by to było z 20 mm na przykład.
Filozofia jest taka:
Dwa pierścienie o średnicy zewnętrznej równej średnicy łożyska i wewnętrznej zgodnej ze średnicą pręta montujemy w miejsce łożysk kosza mechanizmu różnicowego - i tak uzyskujemy bazę osi.
Obrazek
Przetykamy pręt przez pierścienie i mamy oś.
Od strony piast zakładamy dwa kolejne pierścienie o średnicach zewnętrznych zgodnych ze średnicą łożysk piast. I co widać?
Obrazek
Trochę się przegięło, ale do ogarnięcia. Druga strona niemal analogicznie. Pozytywną rzeczą jest, że odchyłka nie jest ukośna, a dokładnie poziomo 0 czyli prostopadle do płaszczyzny dekla - będzie łatwiej po zamocowaniu do profesjonalnego stołu ślusarskiego - ale o tym dalej.
Kto to kompleksowo ogarnie? Nie znalazłem chętnych. I to nie cena była powodem.
Zatem znów trzeba zakazać rękawy.
Żeby pospawać trzeba najpierw rozspawać. Ot takie okrągłe spoiny. Po trzy na każdą stronę.
Obrazek
Podejście tylko małą tarczą szlifierską - tu sprawdziła się szlifierka z rodzaju DREMEL z giętkim wałkiem - tyle, że czasowo nieefektywna. Cel natomiast osiągnięty.
Obrazek
Nie muszę chyba mówić, że wcześniej pomierzone odległości oraz trwale i skutecznie zaznaczona geometria przestrzenna z uwzględnieniem kątów płaszczyzny dekla i elementów związanych z pochwami półosi.
Pochwa po stronie pęknięcia wyszła bez oporów.
Po drugiej stronie potrzebne było specjalnie zaprojektowane (mój projekt - a jakże) i wykonane (kto zgadnie przez kogo? - Krzysiu - kolejne dzięki) w oparciu o materiał z hurtowni wyrobów stalowych, narzędzie.
Obrazek
Wypychanie pochwy poszło jak po maśle. A narzędzie posłużyło wcześniej także do wypchnięcia łożysk i uszczelniaczy piast, a w przyszłości będzie służyło zmontowaniu całości.
Gotowe:
Obrazek
Teraz można obudowę mostu do ściągnięcia i pospawania (jeden profesjonalista na rynku - zdjęć brak), później do też profesjonalnej firmy celem obróbki skrawaniem (na wytaczarce).
Obrazek
Jeszcze tylko szablon brakującego ucha mocowania wahacza do przerysowania w CAD-zie
Obrazek

No dobra. Nikt nie pyta, nikt nie momentuje - czas zatem kończyć stosując skróty i pomijając dokumentację fotograficzną.

Szablon narysowany, wydrukowany, wycięty z papieru, zweryfikowany na samochodzie, poprawiony, znów wydrukowany i wycięty, znów zweryfikowany na samochodzie i tak kilka razy. W końcu można uznać, że projekt odtwarza kształty i wymiary w sposób bardzo precyzyjny. Czas na fachowca, który wczytał projekt do swojego systemu, dopieścił go w zakresie szczegółów, a na koniec wirtualnie powyginał. Osie były osiami, wymiary się zgadzały, widok w 3-D obracany na wszelkie sposoby potwierdził, że o to chodzi. Teraz wysłane na cięcie laserowe i gięcie, powrót gotowego elementu i można spawać do rury.

Obudowa mostu po obróbkach skrawaniem a więc osadzamy pochwy półosi zachowując odległości i kąty. Rury poosadzane z ciasnym pasowaniem więc trzeba połapać elementy ze sobą punktowymi spawami - żeby nic się nie poprzestawiało.
Połapane.
Sprawdzenie osiowości - wymaga dopieszczenia. Jak? Poprzez doginanie rur półosi względem obudowy mostu. Tu przydał się wielki ciężki stół ślusarski (tak ze 2 tony) z rowkami po długości do kotwienia śrub i przytwierdzania (w naszym przypadku) obudowy tylnego mostu. Kolejne kotwy łapią rurę pochwy w rejonie bliskim piasty koła i można dociągać i tym sposobem doginać/ A że rura z grubymi ściankami
Obrazek
To użycie mieszanki propan-butan w atmosferze czystego tlenu jest więcej niż zasadne.
Grzanie, dociąganie, studzenie, odpuszczanie, mierzenie, sprawdzanie osiowości najpierw z jednej strony, później analogicznie z drugiej. Robota bez pośpiechu. mamy dojść do osi bez przeciągnięcia na drugą stronę. W końcu cel osiągnięty.
Post wraca do warszawy i tutaj ponowne spawanie w firmie zajmującej się spawaniem nietypowych materiałów. Wcześniej rozszlifowane spawy odtworzone, dodatkowe szwy wokół rur dołożone, ucho mocowania wahacza ustawione i pospawane do rury w miejscu skąd poprzednie zostało oderwane.
Rury poczyszczone, obudowa też - można działać dalej
Jedziemy z mostem do warsztatu, gdzie poskładają główkę i koło talerzowe z koszem satelitów i wyregulują ustawienia zębów w przekładni hipoidalnej - kolejny fachowiec. Poskładane, wyregulowane, odebrane od fachowca. Można wieźć do mojego warsztatu i przekładać mosty.
A tutaj pomontować łożyska piast, uszczelniacze, półosie, elementy układu hamulcowego i takie tam.
Auto do góry, wyjazd dotychczasowego mostu na kołach, wjazd mostu po naprawie, popodłączać, poskręcać (szok - wszystko nawet pasuje, a śruby trafiają w otwory bez oporów), a jak poskręcane to opuścić i jazda techniczna.
Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że jednak napędy nie działają jak trzeba na ostrzejszych łukach, a szczególnie w jeździe manewrowej na maksymalnie skręconych kołach. Mechanizm różnicowy reduktora międzyosiowego (działający u mnie całkowicie samoczynnie i automatycznie) gubi się i coś robi na odwrót albo nie robi nic co wszakże powinien. Wniosek - są skutki albo przemieszczenia mostu w ramach dzwonka w Stanach, albo jazdy z niewłaściwym mostem, albo obu czynników. Na wprost i na małych łukach zachowuje się bez zastrzeżeń, więc mogę ryzykować jazdę celem weryfikacji reduktora. Gdzie?
Ano mam na dniach imprezę integracyjną na Warmii. Stamtąd do Gdyni zdecydowanie bliżej - a wiem, że kto jak kto ale Michał ogarnie mi temat.
Zatem w Gdyni podnośnik w górę, WiTech w gniazdo OBD i testowanie sterowania reduktora. Pierwsza sugestia - uwalony silnik sterujący napięciem sprzęgła wielotarczkowego (tak, tak. Mam znów coś nietypowego, czego jeszcze nie spotkali w zakresie obsługi. Ostatnio analogiczne bezobsługowe reduktory stosowane są w JEEPach wersja nie pamiętam jakich.
No to wyciągam sobie silnik, sprawdzam - i działa. Rozbieram a w środku totalna klasyka - bez jakiejkolwiek elektroniki. W zależności od polaryzacji zasilania kręci w prawo lub w lewo. Silnik wędruje do warsztatu przezwajającego silniki - tam pomiary i testy. Epikryza brzmi "Silnik jest całkowicie sprawny".
Drugi test. zamieniam takie same silniki między Aspenem a Durasiem. Aspen na durasiowym silniku chodzi jak poprzednio. Duraś na Aspenowym silniku reduktora gubi się jak przed podmianą. To zatem nie silnik.
Znów kierunek Gdynia, zostawiam auto na wyciągnięcie reduktora i weryfikację środka. Wracam Pendolino - auto odbiorę jak będzie gotowe.
Dwa dni później dzwoni Michał - przyjeżdżaj - masz zrobione.
Co było?
Wytarte tarczki sprzęgła, krzywkowy mechanizm sterujący sprzęgłem i napędzany wspomnianym wyżej silnikiem minął skrajny punkt, i od tego momentu gdy niby napinał sprzęgło to faktycznie odpuszczał, a gdy miał odpuszczać to napinał.
Nowe tarczki, regulacja, weryfikacja całości i jest OK.
Powrót do Warszawy potwierdził jakość wykonanej naprawy.
Późniejsze wiele jazd na różnych trasach potwierdziło jakość auta.

Musze wszak przyznać, że bazowo jeżdżę sobie Aspenem. Czemu?
A bo Duraś nie jest dla mnie a może właśnie dla Ciebie - nie będę go ujeżdżać. To co przejechałem pozwoliło go w pełni stestować.
A bo Duraś nie ma LPG i tak czy inaczej jest trochę mniej ekonomiczny.
A poza tym na obecnym etapie jest dla mnie drugim autem, z którego korzystam jak przyjdzie mi na to ochota, lub jak mam unieruchomionego Aspena.
A że Aspen uruchamiany jest sporadycznie i wyłącznie krótkotrwale to drugie auto nie jest mi potrzebne. Zwyczajnie skubany się nie psuje. Duraś to ta sama konstrukcja, więc ma dokładnie tak samo.

I to by było na tyle w zakresie hybrydowego Dodge-a Durango 5,7 HEMI HEV 2009 Limited

A jak ktoś chce sobie go pooglądać to spora paczka zdjęć zamieszczona jest na Portalu TUTAJ

Ciągu dalszego nie przewiduję, no chyba, że ktoś ma jakieś pytania lub coś merytorycznie skomentuje.
______
/l, [_____],
|---L- OIIIIIIIO
()_) ()_)-----)_)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Awatar użytkownika
mpspycha
Posty: 2524
Rejestracja: 04 lip 2013 09:20 pm
Lokalizacja: Poznań-okolica
Samochód: DURANGO 5,7 HEMI HEV, była Pacyfica 4.0 Signature 08
Postawił flaszek: 14
Dostał flaszek: 16

Re: Dodge Durango 5,7 HEMI HEV Limited 2009 - Historia naprawy - materiał dokończony

Post autor: mpspycha » 25 wrz 2019 08:59 pm

no cóż
brak komentarzy sugeruje dwie podstawowe opcje
1- opis jest tak czytelny i wyczerpujący (nie czytających tylko temat) że po prostu brak słów - i ku tej wersji się skłaniam ;) :mrgreen:
2- opis jest tak skomplikowany że nikt nie wie o co chodzi i chciałby się dowiedzieć ale głupio mu zapytać :P

ze swojej strony mogę potwierdzić że wersje hybrydowe faktycznie zaskakują przyjemnością z jaką się z nich korzysta
i jak również u mnie po prawie dwóch latach eksploatacji totalną bezawaryjnością, mając na koncie zarówno trasy po 3-4 tyś km, jak również codzienne
korki w mieście. (te ostatnie jakoś mniej stresujące bo pokonywane na baterii ;) )
pozdrawiam Piotr

http://cprojects.pl
__________________________
Umysł jest jak spadochron
Nie działa jeśli nie jest otwarty

ODPOWIEDZ

Wróć do „.: MOJA FLOTA :.”